Artykuły (październik 2002)
Bidol - nowy program muzyczny :)
październik 2002
|
Zaczęło się od tego, że nasza Kiblowa Telewizja Kablowa postanowiła zrealizować konkurs muzyczny. Zwycięzca, który popisze się najlepszymi zdolnościami wokalnymi, pójdzie na loda (bez skojarzeń) z panią Kazią - naszą sprzątaczką. "Kastyng" miał rozpocząć się w osiedlowym domu kultury, ale nie mamy takiego w dzielnicy. No cóż, należało rozejrzeć się za jakimś przyjemniejszym miejscem. Osiedlowy monopolowy stał dla nas otworem. Należało tylko znaleźć jury. Wzorując się na podobnym programie, w normalnej... ups... konkurencyjnej telewizji, wybraliśmy całkowitych laików. Ludzi z ulicy, którzy na muzyce nie znają się prawie wcale. Oto oni:
Roman Leszczu - przedstawił się jako niezwykle ostry krytyk równie ostrej muzyki rockowej. Po przeczytaniu jego artykułu p.t. "Szaza jest do dópy" przyjęliśmy go bez żadnych wątpliwości. Kazaliśmy tylko nie wchodzić do studia z warkoczami, ani tym bardziej - czerwonymi kokardkami.
Józef Rumun - znaleźliśmy go niedaleko studia, tj. monopolowego. Przyczepili się do niego policjanci - dziwne - przecież nie zrobił nic złego - tylko sobie spał. Gliniarze na nasz widok uciekli, krzycząc coś o jakichś gorszych debilach. O co im tylko chodziło? Józef powiedział nam, że pisze teksty piosenek. Ponadto, jak on to nazwał, "jest dzięki temu razem z artystą na scenie, choć go tam nie ma". Na początku pomyśleliśmy, że jest nieźle narąbany, ale po przeczytaniu jednej z piosenek, zmieniliśmy zdanie. Nic dziwnego, że na scenie musi wykonawcom podpowiadać. Nie czarujmy się - nikt normalny nie uczy się języka aleuckiego... Na "kastyngu" Józef pojawił się w kostiumie jelenia. Powiedziałem mu, że źle wygląda, więc pozbył się wąsów. Chyba o to chodziło?
Ewa Zapszczyńska - towarzyszyła pijanemu Józefowi Rumunowi pod sklepem, grając na butelce po winie i śpiewając jakąś ludową piosenkę o komunistach. Pomyśleliśmy, że się na tym zna, więc przyjąłem ją do komisji. Szkoda tylko, że założyła gogle pływackie, ale w końcu każdy juror jest trochę rąbnięty...
Fidel Mazowiecki - sprawiał wrażenie totalnego głupka. Recytując wspak "Odę do młodości" malował na ścianie potret Mickiewicza stopą, oglądając w tym czasie film dokumentalny o produkcji wacików do czyszczenia uszu. Wprawdzie pomylił się w ostatniej zwrotce "Ody", więc już chciałem z niego zrezygnować (taka wpada!), ale ten zaczął wręcz błagalnie prosić o przyjęcie. Skończyło się na tym, że rozebrał się i zaczął lizać naszego firmowego mikrobusa marki Żuk. No dobra - pomyślałem - zabiorę go - bo karoseria zaczynała już korodować. W ten sposób zaopatrzyliśmy się w najgorszego debila w jury...
|
|