Artykuły (lipiec 2009)
Puchar Konfederacji - RPA 2009 w TVP
05/07/2009, autor: Przemysław Paszowski
|
RPA - kraj niezwykle piękny, słynnący z diamentów, fantastycznej fauny i flory, ale od pewnego czasu także z futbolu. To właśnie tu odbędzie się
przyszłoroczny mundial, natomiast zupełnie niedawno zakończył się rozgrywany wedle tradycji na afrykańskiej ziemi Puchar Konfederacji.
Tegoroczny przejdzie bez wątpienia do historii jako jeden z najlepszych, jakie kiedykolwiek miały miejsce. Turniej może okazać się historyczny
także z perspektywy polskiego odbiorcy, albowiem to pierwszy od bardzo wielu lat, jaki na swojej antenie transmitowała Telewizja Polska.
Do RPA zjechały potęgi światowego futbolu, dzięki czemu zmagania zapowiadały się niezwykle pasjonująco. Do relacjonowania imprezy wyznaczono
Dariusza Szpakowskiego, Macieja Iwańskiego, Michała Zawackiego, Jacka Jońcę i Tomasza Jasinę. Dwaj pierwsi mieli okazję zwiedzać przynajmniej
część obiektów przyszłorocznego czempionatu, reszcie pozostało komentowanie spotkań z warszawskiego studia. Podczas trwania imprezy z pewnych przyczyn
z ekipą rozstał się "uczestnik" Euro 2004
i MŚ 2006 - Tomasz Jasina, a jego miejsce zajął doskonale znany widzom hokeja, kolarstwa a także
piłki nożnej - Jarosław Krzoska. Prawdziwego safari mógł doświadczyć na własnej skórze pracujący w roli reportera Jacek Kurowski, który do pomocy
miał dwójkę operatorów (w tym Bartłomieja Kopera).
RPA to kraj egzotyczny, dlatego wielu kibiców martwiło się o jakość przekazu oraz realizacji poszczególnych spotkań. Myślę, że były to uzasadnione
obawy, bo choć realizatorzy robili co mogli, by zapewnić jak najlepszy przebieg transmisji, nie ustrzegli się kilku wpadek. Mnie osobiście niezwykle
przeszkadzały belki. Są one regularnie używane od kilku lat na oficjalnych imprezach FIFA, co moim zdaniem jest błędem, albowiem każdy turniej
powinien posiadać własne, unikalne belki. Jestem ciekaw, czy miejscowi działacze oraz firma, która przygotowywać będzie sygnał TV z RPA,
w przyszłym roku wykaże się rutyną, co oznacza ponowne użycie owych belek oraz kopiowanie pomysłów innych krajów, tak jak to miało miejsce
m.in w Niemczech - czy może dla odmiany czymś unikatowym i innowacyjnym.
Były minusy, ale nie zabrakło też plusów. Za taki należy uznać przeprowadzanie po każdym meczu wywiadów z zawodnikami czy trenerami przez
producentów transmisji. Jest to pomysł dość pionierski, ale myślę, że może on przynieść korzyści, ponieważ nie każdą stację telewizyjną będzie
stać na wysłanie na MŚ tak wielkiej rzeszy dziennikarzy, aby po każdym spotkaniu mieć możliwość odbycia rozmowy z jego uczestnikami.
Dlatego takie rozwiązanie może okazać się strzałem w dziesiątkę. Przekonała się już o tym TVP zyskująca dzięki niemu codziennie świeże wywiady.
Wróćmy jednak do dziennikarzy. Sporo osób podczas tych rozgrywek narzekało na Dariusza Szpakowskiego. Myślę, że niesłusznie, aczkolwiek jestem zdania,
że mógł on wkładać nieco więcej emocji w komentarz spotkań. Nie da się też ukryć, że strzelił kilka gaf. Ja jednak mu ich wypominać nie zamierzam.
Jacek Banasikowski powiedział kiedyś ładne słowa: - Każdy z nas komentatorów zaliczył bardzo dużo wpadek. Taka jest specyfika tego zawodu.
Pomimo starań, pełnej koncentracji zawsze zdarzają się nieprzewidywalne sytuacje i dlatego zdarzają się też lapsusy językowe.
Zresztą sam Szpakowski kiedyś wspominał, jak to na zakupach podszedł do niego kibic prosząc o autograf. Komentator oczywiście się zgodził
i dopiero po podpisaniu książki spojrzał na jej tytuł, gdzie widniały mniej więcej następujące słowa: "Słynne lapsusy dziennikarzy sportowych".
Sprawozdawca przez chwilę zaniemówił, ale po chwili się roześmiał, dodając, iż taki jest to zawód. I trudno ze słowami obu panów się nie zgodzić.
Bez wątpienia tegoroczny Puchar Konfederacji pokazał, kto jest numerem 2 w "drużynie publicznej", jeśli chodzi o piłkę nożną.
To bezapelacyjnie Maciej Iwański. Jeżeli taka sytuacja nadal się utrzyma, to właśnie on za kilka lat przejmie schedę po Szpakowskim.
W trakcie tegorocznego Pucharu Konfederacji potwierdziła się panująca w TVP hierarchia: "number one" - Dariusz Szpakowski - komentował finał,
"number two" - Maciej Iwański - mecz o 3. miejsce. Choć turniej ten dobitnie zaznaczył, gdzie w szeregu jest miejsce Iwańskiego,
to z drugiej strony dał mu wyraźny sygnał, że jego pozycja pozostaje jak na razie niepodważalna. Obaj wysłannicy TVP zostali jednak
skrytykowani - bagatela - za lenistwo, gdyż jak wielu stwierdziło, powinny oni relacjonować spotkania codziennie, a nie ustępować
miejsca kolegom z Warszawy. Wielki plus należy się reporterowi Jackowi Kurowskiemu, który perfekcyjnie pokazał, jak wygląda RPA na rok
przed mundialem - a wbrew pozorom do końca "różowo" nie jest. Nieźle poradzili sobie także warszawscy "dublerzy" Szpakowskiego i Iwańskiego.
Warto przy tym wspomnieć, że zmorą przebywających w RPA komentatorów był niesamowity hałas, jaki panował na trybunach za sprawą vuvuzeli - czyli
trąbek w które zaopatrywali się afrykański kibice.
Wszystkie mecze transmitowały TVP Sport oraz TVP HD. Na czas półfinałów i finału wielki futbol zawitał także na antenę otwartą.
W związku z tym pojawiło się również studio. I tu można już odczuć zachodzące, choć powoli i mozolnie, zmiany pokoleniowe.
Gospodarzem był Rafał Patyra. Prowadzący "Szybką piłkę" dość zgrabnie wyeliminował Włodzimierza Szaranowicza. Także wśród gości powiało świeżością.
Starych wyjadaczy - Jacka Gmocha, Jerzego Engela i Stefana Szczepłka - zastąpiło młodsze pokolenie z Maciejem Szczęsnym
i Michałem Kołodziejczykiem na czele. I akurat to moim zdaniem jest ewidentny minus, gdyż niezbyt lubię wysłuchiwać dość jednostronnych
i czasem naprawdę kiepskich komentarzy.
Żal też straconych lat, ponieważ Telewizja Polska nadal nie doczekała się dublera dla Szaranowicza, który byłby tylko i wyłącznie gospodarzem studia.
Dawniej sprawdzali się w tej roli Bohdan Tomaszewski, Jerzy Mrzygłód oraz Tomasz Hopfer, albowiem nie pracowali jako reporterzy czy komentatorzy
imprez piłkarskich. Natomiast spójrzmy na lata teraźniejsze: Dariusz Szpakowski dzieli swą funkcję z rolą komentatora, Jacek Kurowski reportera,
a Rafał Patyra komentatora i reportera. W ostatnich kilkunastu latach było sporo eksperymentów mających na celu wykreowanie takiej postaci
(gospodarza studia), ale próby z Arturem Szulcem, Piotrem Sobczyńskim czy Przemysławem Babiarzem nie przynosiły planowanych efektów.
Teraz szansę upatrywałbym w ekipie "Sportowego wieczoru", ale aby jej dziennikarze mogli się rozwijać, trzeba dawać im na to szanse -
a tych jak na razie nie ma, choć mundial już za blisko rok.
Jeżeli już mówimy o studio, to nareszcie trwało ono wystarczająco długo. Widzowie TVP Sport wieczór z Pucharem Konfederacji mogli zaczynać
już o godzinie 19:45, natomiast "Dwójki" 20 minut później. Wśród reporterów, którzy prezentowali poszczególne drużyny, znaleźli się
m.in Szymon Borczuch i Marek Szkolnikowski. Nieco gorzej było podczas finału, kiedy początek relacji zaplanowano tylko na antenie TVP 2,
przez co program przedmeczowy trwał nieco mniej niż 10 minut. Podczas transmisji korzystano z dawnego studia Champions League, które
moim zdaniem jest nieestetyczne i nie pasuje do atmosfery wielkich imprez. Transmisja finału zakończyła się skandalicznie, gdyż nie została
wyemitowana ceremonia dekoracji, mimo iż takowa była zaplanowana. Jej skrót w swym felietonie zaprezentował Dariusz Szpakowski, któremu dopiero
w "Sportowej niedzieli" było dane się pożegnać z widzami. Niestety takie sytuacje pokazują, że sport na antenach otwartych mile widziany nie jest.
Puchar Konfederacji to jednak nie Mistrzostwa Świata, o czym świadczą słupki oglądalności. Wyniki nie były oszałamiające, ale też nie katastrofalne
- przeciętne. Półfinały w "Dwójce" oglądało średnio 2,5 mln widzów, natomiast finał 2,8 mln. Niezłe notowania miał też TVP Sport.
Zapomnieć nie możemy ponadto o aspekcie sportowym. Jednym słowem nie da się jednak podsumować całego turnieju.
Był on niezwykle interesujący i zacięty, owocował w dużą ilość niespodzianek - tych na plus, ale i tych na minus.
Pozytywnie zaskoczył Egipt, zadziwiły Stany Zjednoczone wstając z kolan, gdy wydawało się, że sa już na dnie.
W fazie pucharowej szokowało swoją postawą RPA. Grupy nie przebrnęli Mistrzowie Świata - Włosi, czym dali sygnał światu,
że to nie jest już "złota" drużyna z 2006 roku. Świetnie grali Hiszpanie pobijając rekody, ale w ich przypadku w końcu dało o sobie znać zmęczenie.
A Canarinhos? Cóż, jak dotychczas żaden triumfator Pucharu Konfederacji nie sięgał rok później po Puchar Świata - nie bądźmy jednak przesądni,
bo każda statystyka kiedyś się kończy. Jeśli chodzi o organizację, to zawiodła głównie frekwencja. Mam więc mieszane oczucia - czegoś
mi w tym wszystkim zabrakło - i jednocześnie liczę, że za rok będzie inaczej. A do mundialu już tylko nieco ponad 340 dni.
|
|